Onboarding klientów B2B: dlaczego arkusze i maile przestają wystarczać
Onboarding klienta B2B rzadko psuje się nagle. Psuje się stopniowo: najpierw jeden handlowiec prowadzi sprawy w arkuszu, potem drugi zakłada własny, ktoś wysyła klientowi formularz mailem, ktoś inny przepisuje dane do CRM. Przy dziesięciu sprawach miesięcznie to działa. Przy stu - każda sprawa ma inną historię, a nikt nie wie, na jakim etapie jest która.
Trzy sygnały, że proces przerósł narzędzia
Pierwszy: pytania o status. Jeśli partnerzy i handlowcy regularnie dzwonią lub piszą z pytaniem "co z moim klientem", to znaczy, że proces nie ma jednego źródła prawdy. Każde takie pytanie kosztuje czas dwóch osób.
Drugi: przepisywanie danych. Dane klienta wpisane do formularza, przepisane do umowy, przepisane do systemu rozliczeń. Każde przepisanie to ryzyko błędu, a błąd w NIP-ie lub numerze konta wychodzi na jaw w najgorszym momencie.
Trzeci: dane wrażliwe w skrzynkach. Skany dokumentów i numery PESEL w załącznikach maili to nie tylko ryzyko operacyjne - to ryzyko regulacyjne, które rośnie z każdym miesiącem.
Co daje przeniesienie procesu do systemu
Dobrze zaprojektowany system onboardingu robi trzy rzeczy: dane wpisane raz zasilają cały proces (formularz, umowę, rozliczenie), każdy uczestnik widzi status swojej sprawy bez pytania kogokolwiek, a dane wrażliwe płyną szyfrowanym kanałem zamiast mailem. To nie jest kwestia wygody - to kontrola nad procesem, który dotąd żył w kilkunastu arkuszach.
Ważne, żeby system dopasował się do procesu, a nie odwrotnie. Sieci sprzedaży różnią się ścieżkami: inaczej wygląda onboarding klienta pozyskanego przez partnera, inaczej przez własnego handlowca, jeszcze inaczej z kanału e-commerce. Jeden sztywny formularz nie obsłuży wszystkich - potrzebne są konfigurowalne ścieżki onboardingu.